Powodzenie procesu adopcyjnego z perspektywy rodzica zastępczego spisane przez opiekunów zastępczych

1. Przygotowanie pozytywnego obrazu przyszłych rodziców u dziecka.
2. Pierwszy kontakt
            -         rozmowa z kandydatami, omówienie potrzeb dziecka;
            -        zapewnienia rodziców o naszym 100% wsparciu;
            -        ustalenie, że wszystkie obopólne działania skierowane są pod kątem dobra   dziecka;
            -        staramy się nawiązać przyjazny stosunek do siebie.
3. Na każdym kroku, okazujemy dziecku mocne strony rodziców adopcyjnych.
4. Umożliwiamy rodzicom, jak najlepszy kontakt z dzieckiem, podpowiadając czego dziecko, na danym spotkaniu oczekuje od kandydatów.
5. Omawiamy wspólnie każde spotkanie i układamy dalszy plan spotkań.
6. Odwiedzamy wspólnie z dzieckiem, rodziców adopcyjnych w ich domu, okazując akceptację z naszej strony dla nowej rodziny.
7. Pozostajemy w stałym kontakcie telefonicznym, dzieląc się wzajemnymi spostrzeżeniami.
8. Obopólna praca i otwartość dotycząca emocji dziecka.
9. Wspólny wyjazd na neutralnym terenie.
10. Po przeprowadzce dziecka, na czas nawiązania więzi, jesteśmy w 100% dyspozycyjni w kontaktach telefonicznych.
11. Podtrzymywanie dobrych relacji.

KILKA SLÓW Z PERSEPKTYWY RODZICA ZASTĘPCZEGO…

Minęło już przeszło 12 lat, od kiedy ja i mój mąż zostaliśmy rodziną zastępczą. Trójka naszych biologicznych dzieci była już dorosła, powoli opuszczała dom, a ja mogłam zrealizować swoje marzenie, aby stworzyć rodzinę zastępczą dla potrzebujących dzieci.

Jednakże, nasza droga do rodzicielstwa zastępczego nie była prosta, ani oczywista…

Mój mąż kilka lat dojrzewał do tej decyzji. Mówił, że nie czuł wewnętrznej potrzeby, aby pomagać innym, aby zostać rodziną zastępczą. Trudne do wyobrażenia były dla niego sytuacje, w których ma wstawać „w nocy do obcych dzieci, karmić je, przewijać, myć zanieczyszczone pupy”, mimo wiedzy, iż to ja głównie miałabym wykonywać te obowiązki. Trudne, bo jakże inne od jego pracy zawodowej…

Z chwilą, kiedy mój mąż przekonał się do tego pomysłu, wspólnie przekuwaliśmy, moje marzenie w czyn, w przekonaniu, iż jest to decyzja jak najbardziej przemyślana i zgodna z naszą wspólną wolą . Stało się jasne, aby móc to zrealizować z powodzeniem, mamy siebie, a w rezultacie wzajemne wsparcie i determinację. Nieskromnie mówiąc, dodatkowo również moja wiedza i praktyczne doświadczenie w pracy jako nauczyciel w przedszkolu były bardzo przydatne.J

Pogotowie rodzinne (które stanowimy) charakteryzuje się tym, że dzieci przebywają u nas do momentu, gdy uregulowana zostanie ich sytuacja prawna. W praktyce wygląda to tak, iż w zależności od decyzji jakie podejmie sąd rodzinny, dzieci wracają do rodzin biologicznych, trafiają do docelowych rodzin zastępczych lub oczekują na adopcję.

Podejmując decyzję o pozostaniu rodziną zastępczą, mieliśmy możliwość określenia swojej możliwości oraz gotowości odnośnie wieku dzieci, które moglibyśmy przyjąć pod opiekę. Oczywiście to była tylko pewna sugestia, bo życie pisze różne scenariusze. W rzeczywistości przyjmujemy dzieci w trybie interwencyjnym.

Te najmłodsze, to dzieci odbierane wprost ze szpitala, gdy mamy po porodzie, opuszczały szpital samodzielnie, z myślą o zrzeczeniu się praw rodzicielskich wobec nich oraz przekazaniem do adopcji.

Starsze dzieci trafiają do nas przeważnie przywożone przez pracownika socjalnego, w asyście policji, w sytuacji, gdy rodzice biologiczni nie spełniali swoich podstawowych zadań i dla bezpieczeństwa dziecka trzeba było je umieścić w pieczy zastępczej.

Od początku naszego funkcjonowania w roli rodziców zastępczych, przyświecała nam myśl, aby opiekować się małymi dziećmi. Takie dzieci, najczęściej też pojawiały się u nas. Spośród 45 dzieci, które znalazły się pod naszą bezpośrednią opieką, aż 30 dzieci zostało adoptowanych. Trzeba jednak wiedzieć, iż zanim dziecko trafi do adopcji, przebywa u nas jakiś czas. Najkrótszy czas opieki wynosił 4 miesiące, jednak z reguły dzieci przebywają z nami rok, chociaż bywa i dłużej, bo 2-2,5 lat. Sytuacja każdego dziecka i jego rodziny biologicznej jest inna, stąd pojawiają się takie duże rozbieżności czasowe.

Kiedy pojawia się dziecko, bezpośrednio na nas, jako opiekunach faktycznych, spoczywają wszelkie obowiązki, związane z opieką nad nim.

Starsze dzieci są często bardzo zaniedbane, nie tylko emocjonalnie, ale również fizycznie. Zdarza się, iż dzieci nie posiadają wykonanych szczepień obowiązkowych, wymagają konsultacji lekarskich lub przeprowadzenia zabiegów medycznych, np.: usunięcia przepukliny czy migdałków, korekcji zeza. Prawda, z którą na co dzień dane nam jest mierzyć się, to fakt - co dziecko to inna historia.

Nasze doświadczenie pokazuje, że noworodki rodzą się często z ciąż, które nie były pod kontrolą lekarza. Mamy nierzadko nadużywały różnych używek. Wiele z dzieci posiada wzmożone lub obniżone napięcie mięśniowe, a ich rozwój psychoruchowy jest opóźniony. Nie są to jakieś „straszne” problemy, ale właśnie z tych powodów, prawie każde dziecko potrzebuje rehabilitacji. Jesteśmy świadomi tego, iż dzięki wczesnej rehabilitacji dzieci szybciej wyrównują swoje deficyty. Dlatego też, jeśli są ku temu wskazania, w tym niepokojące okoliczności okołoporodowe, przebieg porodu, to wraz z przejęciem opieki nad dzieckiem, otrzymujemy także mnóstwo skierowań do różnych poradni czy ośrodków wczesnej interwencji, celem pogłębienia diagnostyki oraz znalezienia odpowiedzi, w jaki sposób stymulować rozwój tego konkretnego dziecka.  

Na tym etapie staramy się, podejmować decyzje związane z leczeniem dziecka, jego rehabilitacją oraz wspomaganiem rozwoju, w taki sposób, aby przyszli rodzice adopcyjni otrzymali odpowiednią wiedzę na temat potrzeb rozwojowych dziecka. Umożliwi to im jako przyszłym rodzicom najlepsze przygotowanie się do tej roli. Ważny jest też czas, im wcześniej podejmowana jest celowa pomoc dziecku, tym szybciej możemy spodziewać się, że dziecko będzie dobrze rozwijało się i nie poniesie konsekwencji zaniedbania. Jeżeli specjalistyczne badania wykażą jakieś niepokojące objawy to można już zacząć działać, nie czekając, aż stan się pogłębi. Przykładowo atopowe zapalenie skóry, odpowiednio wcześnie zdiagnozowane, pod kontrolą specjalisty, może skutkować tym, że objawy nawet znikną, a przynajmniej nie będą tak dokuczliwe i w przyszłości nie spowodują trwałych zmian skórnych. W wykonywaniu tych wszystkich czynności przyświeca nam również myśl, że te dzieci, na ten moment, nie mają nikogo, tylko nas. Świadomość powyższego oraz nasze poczucie odpowiedzialności powoduje, że to my musimy zadbać o stronę zdrowotną dzieci, nauczyć je wielu rzeczy, wpoić zasady, nauczyć podstawowych zachowań, a w szczególności podnieść ich samoocenę i poczucie własnej wartości.     

Żyjemy w przeświadczeniu, iż każde dziecko dostaje od nas uwagę, troskę. Dbamy, aby ich potrzeby, szczególnie potrzeba bezpieczeństwa i miłości, były zaspokojone. Siłą rzeczy, im dłużej dzieci przebywają w pieczy zastępczej, tym mocniejsze relacje nawiązują z nami, opiekunami. Jest to nieuchronne, jeżeli przebywa się z dzieckiem tak długi czas. Każdy dzień wzmacnia te więzi. Od momentu pojawienia się dziecka dokumentujemy także, w formie zdjęć, jego kolejne etapy życia. Myślę, że jest to bezcenne dla rodziców adopcyjnych, ponieważ ominął ich pewien okres rozwojowy adoptowanego dziecka, a dzięki tym utrwalonym chwilom mają wgląd w ten czas, którego nie byli świadkami osobiście. Wydaje mi się, że jest to standard i inne rodziny również to robią.

W momencie, gdy rodzice adopcyjni zaczynają pojawiać się w życiu dziecka, pozwalamy, aby stopniowo wykonywali wszystkie czynności przy dziecku, a więc: karmili je, przewijali, wychodzili na spacer, kąpali, rozbierali i ubierali, bawili się z dzieckiem, kładli spać. Nasze postacie schodzą wtedy na dalszy plan. Oczywiście, w każdej chwili możemy pomóc, ale ten czas jest dla rodziny adopcyjnej, aby ta nawiązywała krok po kroku więzi z dzieckiem, Jeżeli jest taka możliwość, to przyszłe mamy uczestniczą również podczas zaplanowanych wizyt lekarskich, np. szczepienia, rehabilitacji i wówczas same mają możliwość zajęcia się dzieckiem.

Staram się, aby dzieci leczone były przez sprawdzonych lekarzy. Czasami razem z rodzicem adopcyjnym umawiam się na wizytę do specjalisty (często odpłatną), aby przekonać go do kontynuacji leczenia u danego lekarza, który zna dziecko i jego medyczną historię. I chociaż czasami to kosztuje, to korzyści dla dziecka i rodzica mogą być ogromne. Oczywiście, to tylko moja sugestia. Rodzice adopcyjni mogą mieć swoich kompetentnych specjalistów.

Nawet gdy rodziny adopcyjne zaczynają przychodzić do dziecka, dalej jesteśmy jego opiekunami prawnymi, pełnimy nad nim opiekę, kontynuujemy zalecone wizyty lekarskie, zapewniamy dziecku wszystko co miało do tej pory, w tym pełne finansowe utrzymanie. Przyszli rodzice adopcyjni, na tym etapie nie są do tego zobligowani, a zabawki, ubranka, które przynoszą dla malucha, razem z nim przeprowadzają się do nowego, stałego domu.

Kiedy przyszli rodzice trafiają do naszych rodzin i domów, często bywają skrępowani, bo wydaje im się, że są pod naszą obserwacją i oceną, że są kontrolowani. Nie jesteśmy od oceniania, tylko po to, aby pomóc nawiązać relacje między nimi a dzieckiem, aby nauczyć rozpoznawać jego potrzeby i odpowiednio pielęgnować.

Jako ludzie możemy się różnić, ale przyświeca nam jeden cel – dobro dziecka.
I w imię tego dobra powinniśmy zintegrować się w tym czasie. Z moich dotychczasowych doświadczeń obserwuję, że po adopcji nadal mamy kontakt z rodzinami adopcyjnymi i dzieckiem. Już nie taki intensywny, raczej sporadyczny, ale to też cieszy.

Okres wspólnego poznawania trwa z reguły maksymalnie 2 miesiące, do czasu wyznaczonej sprawy o powierzenie opieki nad dzieckiem nowym rodzicom. Rodzice adopcyjni w tym czasie nabierają takiej wprawy, że nie potrzebują już praktycznie żadnej pomocy ze strony bardziej doświadczonych członków swojej rodziny, kiedy nastąpi upragniona chwila i maluch znajdzie się w nowym domu. Znają już dziecko, potrafią interpretować jego zachowanie, nie boją się przede wszystkim reagować. Wspólnie spędzony do tej pory czas powoduje, że dziecko nie jest już zagadką, tylko kimś znanym. Działa to też w drugą stronę, dziecko nie zamieszkuje z kimś obcym.

Rodzice adopcyjni zdobywają wprawę w „obsłudze” dziecka. Na pewno jest to bardzo ważne, bo znika obawa, że przez swoją, jak uważają „nieporadność” mogą wyrządzić krzywdę dziecku. Krótko, przed wyznaczonym terminem sprawy, jeżeli nie jest szczególnie daleko, umawiam się z przyszłymi rodzicami i przyjeżdżam z dzieckiem do jego przyszłego domu. Zazwyczaj jest tam już przygotowany pokój dziecinny. Maluch ma okazję pobawić się w nowym otoczeniu albo po prostu przez chwilę pobyć. Kiedy pojawi się już na stałe to może nie będzie tak przerażone nowym miejscem i okolicznościami. Oczywiście, im dziecko jest młodsze, tym łatwiej jest mu odnaleźć się w nowej rodzinie i miejscu. Jeżeli rodzice adopcyjni są świadomi trudności, to nie powinni obawiać się pierwszych, wspólnych dni. Po prostu trzeba to przeżyć i ułatwić przestraszonemu dziecku wejście w nowe życie. Pamiętam chyba wszystkie momenty i okoliczności, kiedy dzieci od nas odchodziły.

Kiedy przypadkowe osoby dowiadują się, że jestem rodziną zastępczą, to często słyszę, że one nie mogłyby się tym zajmować, bo serce by im pękło, gdyby musiały oddać „swoje” dziecko do adopcji. Moja odpowiedź jest zawsze jedna – nie mogę wszystkich dzieci adoptować. W tym wszystkim pomaga również świadomość tego, jak zmienia się na lepsze życie dziecka i życie ludzi, którzy je adoptują. Już na pierwszym kontakcie z dzieckiem widać na twarzach przyszłych rodziców radość, nadzieję, niepewność i  niedowierzanie.

Mamy to szczęście widzieć, jak rodzice adopcyjni zmieniają się, stają się coraz bardziej świadomi, pewni siebie w kontaktach z dzieckiem. Przypomina mi się jedna, komiczna sytuacja, na drugim czy trzecim kontakcie rodzice mieli już sami wykąpać dziecko. Mama rozebrała dziewczynkę, wzięła ją na ręce i stanęła z konsternacją, faktycznie przerażona, pytając „A co teraz?” Ale też inna sytuacja, pierwszy kontakt, dziewczynka od urodzenia w naszej rodzinie. Przychodzą młodzi rodzice. Opowiadam zawsze o dziecku wszystko. A ponieważ maluch dał nam się we znaki, więc mówię i słyszę od nich: „Proszę nie obmawiać mojego dziecka”. Oczywiście ze śmiechem, ale to było wspaniałe!

Cieszymy się, gdy każde dziecko znajduje swój dom. Podziwiamy rodziców adopcyjnych, że mieli tyle determinacji, aby przejść cały proces adopcyjny – od momentu złożenia pierwszego wniosku do chwili, kiedy dziecko pojawi się w ich życiu. To zajmuje naprawdę wiele czasu. Jest to dla nas niesamowite, ta miłość rodziców adopcyjnych do dziecka, to, że poświęcają siebie i wszystko w życiu dla tych, którzy nie dostali tego od osób najbliższych. Mąż zapamiętał moment, kiedy mama adopcyjna pierwszy raz wzięła swoje dziecko na ręce i tuląc, powiedziała łamiącym głosem, że nie odda go już nikomu...

Dzieci nas uszczęśliwiają. Czasami z ich powodu nie możemy spać, nie zawsze postępują tak, jak sobie wymarzyliśmy, ale są... Mogą być sensem naszego istnienia. Co nie przeszkadza, abym czasami nie miała ochoty wyjechać na bezludną wyspę, bez podania adresu i numeru telefonu z powodu moich kochanych, biologicznych dzieci. Ale to jest życie... Czasami jesteśmy szczęśliwi, częściej boli…

Więc jak wasze, adopcyjne dzieci zaczną wam dokuczać, to nie zawsze dlatego, że pochodzą z „takich rodzin”. Albo weszły, po prostu, w pewien wiek rozwojowy (to mija!), albo system wychowawczy jest niejednolity, nieczytelny, bez granic. A dzieci potrzebują granic! To może paradoks, ale każde dziecko musi mieć postawione dokładne granice, wtedy lepiej funkcjonuje. I nie na zasadzie, że dzisiaj tylko pozwolimy na coś, co będzie odstępstwem, bo jutro to odstępstwo będzie już zasadą. Potrzebują konsekwencji, ale też nie za wszelką cenę. Czasami mądry rodzic odpuści. A przede wszystkim potrzebują uwagi i czasu im poświęconego. Nie kolejnej zabawki. Tylko to i aż to.

Mam nadzieję, że chociaż w małym zakresie pokazałam rodzinom adopcyjnym, jak to wygląda z drugiej strony, od strony rodziny zastępczej. Rodzice adopcyjni „naszych” dzieci przesyłają nam co pewien czas zdjęcia. Widzimy, jak dzieci zmieniają się, dorastają, są szczęśliwe. I to jest sens tej pracy – wiedzieć, że dziecko do kogoś należy, z kimś identyfikuje się, ma mamę, tatę, dom

Ps. Do opowiedzenia naszej historii zachęcił mnie mój mąż.